Tomasz Pachciarek
Tomasz z zasady jest małomówny, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to najbardziej milczący Workaholic. Ze strzępów informacji, które udało nam się wyciągnąć wynika, że „przygodę” z muzyką rozpoczął od śpiewu. To właśnie w młodości, gdy śpiewał u Stuligrosza, Tomek zdobył podstawowe wiadomości muzyczne.
Trzeba przyznać, że dusza wokalisty ukryta jest w Tomku bardzo głęboko, ponieważ żaden Workaholic nie słyszał śpiewu naszego „klawiszowca”. Sam Tomasz wyznaje, że bardziej niż śpiew, interesowały go szkolne pianina, na których lubił „brzdąkać” w wolnym czasie.
Przypadek sprawił, że po wyjeździe na studia do Krakowa, pozbawiony instrumentu, oraz utwierdzony w przekonaniu, iż jazz, którego słuchał od wczesnej młodości, jest zbyt trudny do grania, zarzucił na jakiś czas karierę muzyka.
Trzeba podkreślić, że choć w czasie studiów już nie grał, to jednak poświęcił się intensywnemu słuchaniu muzyki jazzowej i nie tylko jazzowej, a kolekcję płyt ma naprawdę imponującą. Każdy reglamentowany w PRL-u wyjazd za granicę wykorzystywał dla studiowania Who With Who, czytając okładki płyt.
Przeżywszy wiele lat bez dźwięków, Tomek postanowił powrócić do gry na instrumentach klawiszowych, bo jak długo można tylko słuchać muzyki.
Któregoś dnia, może w maju, gdzieś w pobliżu krakowskich Błoń, zawołał go kolega z lat studenckich, gitarzysta i autor piosenek. Wtedy właśnie miał miejsce legendarny dialog:
(Jan) – A jak tam Tomku z muzyką? Grasz coś?
(Tomek) – Nie mam z kim… Kupiłem nowy keyboard, ale nikt już nie chce grać…
(Jan) – Jak to? Ja chcę! Przyjdę do Ciebie dzisiaj z gitarą!
(Tomek) – OK! Niech będzie o szóstej…
Kilka tygodni później powstał zespół Workaholic….Tomek jest miłośnikiem klasycznych rozwiązań harmonicznych, co skrzętnie przemyca do muzyki Workaholic.